Strona głównaArtykułyBlogRoland Garros: zmiana pokoleń czy triumf Aryny Sabalenki?

Roland Garros: zmiana pokoleń czy triumf Aryny Sabalenki?

09 lut, 13:35

Kobiecy Roland Garros rozpoczyna się już wkrótce, pozostały ostatnie dni kwalifikacji. Jednak tak się składa, że tenisistki, które przeszły eliminacje, rzadko docierają dalej niż do 1/16 finału. Dlatego nie ma sensu traktować ich jako poważne pretendentki do trofeum. Co ciekawe, nawet mistrzyni ostatnich trzech edycji nie może być uznana za taką. Co nas czeka?

Większość miłośników tenisa oczekuje trofeum dla Sobolenko. Obecnie Aryna jest w swojej najlepszej formie i zatrzymać ją jest praktycznie niemożliwe. Rzymu nie należy brać pod uwagę – tam po prostu była zmęczona. Jednak młode zawodniczki depczą Białorusince po piętach i są gotowe przejąć palmę pierwszeństwa.

Aryna Sobolenko w szczytowej formie

Sobolenko jeszcze nigdy nie grała w finale Roland Garros. Jednak w tym roku ma doskonałe szanse nie tylko na udział w głównym meczu, ale i na jego wygranie. Białoruska tenisistka jest w swojej najlepszej formie, wygrała już Madryt, dotarła do finału w Stuttgarcie i ćwierćfinału w Rzymie. W stolicy Włoch była już zmęczona, nie miała sił, by rozegrać drugi z rzędu turniej tysiącowy na najwyższym poziomie. Wszyscy mówili, że Aryna pobije rekord Williams pod względem zdobytych punktów w sezonie, ale po odpadnięciu w Rzymie będzie to praktycznie niemożliwe.

Prawdopodobnie te rozmowy tylko przeszkadzają Sobolenko. Chociaż w sieci ciągle pojawiają się filmy lub wiadomości, jak radzi sobie z problemami psychicznymi i przeżywa porażki. Aryna ma doskonałe poczucie humoru: żarty trenerów, sarkastyczne wypowiedzi – to jej cecha charakterystyczna, która pomaga przezwyciężać niepowodzenia.

Być może właśnie dlatego Sobolenko wydaje się główną pretendentką do zwycięstwa w Paryżu. Co ciekawe, kurs na to, że Białorusinka wygra przynajmniej jeden turniej Wielkiego Szlema w tym roku, jest wyższy niż na to, że pozostanie bez takiego trofeum.

Czy ktoś może zatrzymać Sobolenko?

Wydaje się, że z tym nazwiskiem jeszcze długo się nie rozstaniemy. Ale co zrobić? Aryna jest aż tak dobra. Jednak ma również naprawdę poważne rywalki. Oglądamy finał Madrytu i widzimy, że tam Białorusinka grała przeciwko Cori Gauff, a w drugim secie zobaczyliśmy nawet tie-break.

Co więcej, w Rzymie Gauff również dotarła do finału, ale znowu zabrakło jej niewiele. Zaważył czynnik trybun oraz zmęczenie po ciężkim półfinale. Amerykanka na papierze była znacznie silniejsza, ale Paolini ją przytłoczyła. Cori zgubiła liczba błędów w pierwszym secie, a w drugiej partii nie miała nawet czasu, by popełnić te same błędy.

Jeśli Gauff dotrze do finału mniej zmęczona, prawdopodobnie nie będzie miała żadnych problemów. Gdyby jeszcze dodać szybką serwis i bardziej równy odbiór, Cori byłaby nie do zatrzymania.

Była finalistka

A teraz porozmawiajmy o mistrzyni Rzymu i ubiegłorocznej finalistce Roland Garros. Jasmine Paolini wygrała turniej w stolicy Włoch nie tylko w singlu, ale także w deblu. Jest w doskonałym nastroju i w znakomitej formie fizycznej. Co ciekawe, Paolini grał w tym roku przeciwko Gauffowi dwukrotnie i w obu przypadkach okazał się silniejszy. Włoszka znalazła klucz do tenisa Amerykanki.

Ale co będzie na Roland Garros? Paolini również można nazwać faworytką. W zeszłym roku grała w finale, a niedawno wygrała turniej rangi tysiąca. Ktoś może powiedzieć, że w Rzymie Włoszce sprzyjało szczęście, trafiając do tej części drabinki, gdzie nie było Sabalenki, ale to wątpliwe stwierdzenie. Na swojej drodze pokonała Ostapenko, Schneider, Stearns – poważne rywalki, a w finale nie zostawiła kamienia na kamieniu z Gauff.

Na Roland Garros Paolini na pewno nie będzie miała łatwej drabinki, więc będzie musiała się mocno wysilić. Być może Włoszka nie ma takiej stabilności jak Gauff czy Sabalenka. Ale na emocjach po zwycięstwie w Rzymie jest w stanie dojść co najmniej do ćwierćfinału.

Młode pokolenie

Mówienie, że Gauff jest już wiekowa, jest głupotą. Ma zaledwie 21 lat – cała kariera przed nią. Ale za plecami czuje oddech jeszcze młodszych. Na przykład Mirra Andreeva. Rosjanka ma duże nadzieje. Chociaż to właśnie mecze z Gauff Mirrze nie wychodzą, co z pewnością wpływa na jej zdrowie psychiczne.

Ogólnie rzecz biorąc, nerwy 18-letniej Rosjanki są na nic, bardzo przeżywa każde porażki. Cieszy fakt, że Andreeva przestała płakać dniami po odpadnięciach z turniejów, zamiast tego zaczęła pracować nad błędami. Nad psychiką wciąż trzeba pracować, ale jeśli chodzi o umiejętności, Mirra jest już na najwyższym poziomie.

Wygrała turniej w Dubaju, doszła do ⅛ finału Australian Open, gdzie przegrała z Sabalenką, a następnie wygrała finał w Indian Wells, biorąc rewanż na Białorusince. Jednak na mączce nie widzimy od Rosjanki takiej pewnej gry jak na twardej nawierzchni. Nie każdemu udaje się opanować tak trudną nawierzchnię, ale jeśli Andreeva zdoła ją pokonać, stanie się czołową zawodniczką światowego tenisa i na długo pozostanie w pierwszej dziesiątce, a nawet piątce rankingu.

Na Roland Garros Mirrze będzie bardzo trudno, na razie wydaje się niegotowa na turniej Wielkiego Szlema na mączce. Po pierwsze, to nie jest jej nawierzchnia, a po drugie, nerwy wezmą górę – to ogromna presja, z którą ciężko sobie poradzić. Jeśli Andreeva dojdzie do ⅛ finału, to już będzie świetny wynik.

Kto jest cichym faworytem?

W kobiecym tenisie jest ich bardzo wiele, więc skupimy się tylko na tych najbardziej wyrazistych. Na przykład Elina Svitolina. Być może ktoś nie wierzy w ukraińską tenisistkę, ale wygrała turniej w Rouen, doszła do półfinału Madrytu i miała serię 11 suchych zwycięstw z rzędu.

Na mączce Elina czuje się jak ryba w wodzie. Tak, z Sabalenką nie udało się zagrać tak, jak planowano, ale to zupełnie inny poziom. A odpadnięcie w Rzymie ze Stearns to po prostu zbieg okoliczności. Amerykanka nabrała niesamowitego tempa, wygrywając trzy mecze z rzędu w tie-breaku w trzecim secie. Jeśli wyłączyć Sabalenkę, Gauff i Andreevą, to Svitolina mogłaby grać w finale. Ale, jak wiadomo, historia nie znosi trybu przypuszczającego.

Warto również zwrócić uwagę na Dianę Schneider, która nie miała szczęścia do losowania we wszystkich turniejach gruntowych. Natknęli się na szczerze trudnych rywali, których nie mogła przejść. Ale to odróżnia wyraźnego faworyta od cienia-musisz być w stanie pokonać wszystkich. Schneider wygląda dobrze na ziemi i stopniowo nabiera odpowiedniego kształtu. Tak więc na Roland Garros, przypuszczamy, Rosjanka będzie w stanie zamachnąć się na sensację lub przynajmniej dostać się do finału.

Iga Świątek zapomniała, co znaczy być w topie

Iga Świątek przestała być drugą rakietą świata, i dla wielu to coś niewiarygodnego. Ale wszystko do tego zmierzało już od końca zeszłego sezonu. Polka straciła swoją grę. Na twardych kortach i trawie kibice mogą jej jeszcze wybaczyć porażki, ale na mączce…

W tym sezonie Świątek odpadła w ćwierćfinale Stuttgartu, półfinale Madrytu i w 1/16 finału Rzymu. Na twardych kortach Polka nie osiągnęła wyników, jakich od niej oczekiwano. Problemy zaczęły się jeszcze w zeszłym sezonie: na tle skandali i plotek jej zdrowie psychiczne się pogorszyło, i jak dotąd nie widać pozytywnych zmian.

Obecnie Świątek popełnia błędy praktycznie w każdym aspekcie gry i czasami nie potrafi przeciwstawić się nawet outsiderom. Spójrzcie na mecz przeciwko Eali w Miami. Choć był to turniej na twardej nawierzchni, który nie ma nic wspólnego z Roland Garros, Iga i tak powinna była wygrać. Gra przeciwko Filipince w Madrycie również nie była pewna – zwycięstwo 2:1, ale z dużym niesmakiem.

Czego możemy się spodziewać po kobiecym Roland Garros?

U mężczyzn wszystko jest jasne – Sinner i Alcaraz to główni faworyci. Natomiast u kobiet pretendentek do tytułu jest więcej niż tytułów u Świątek. Na pewno nie będziemy się nudzić podczas RG, kwalifikacje wkrótce się skończą, a zabawa w głównej drabince się zacznie. Sabalenka to główna faworytka, ale Gauff, Paolini, Andreeva i Switolina są gotowe z nią rywalizować.